Coraz bardziej nienawidziłem tej rodziny. Przemienianie ludzi w nieczułe skały chyba powoli stawało się ich hobby. Gnałem przez gęsty las bijąc się z myślami miałem tylko nadzieję, że w pobliżu nie natknę się na resztę watahy. Nie było mi teraz w smak aby dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Mijając jezioro kątem oka dostrzegłem jednego z nich. Mężczyzna z pewnością nie należał do rodziny Cullenów był dość stary a dodatkowo znajdował się po stronie rezerwatu. Zatrzymałem się i ułożyłem na ziemi. Obserwowałem nieznajomego osobnika zastanawiając się czego szuka w tych stronach. Obnażyłem swoje wilczy kły w momencie gdy tamten wstał z kamienia kierując się w moją stronę. Byłem gotowy w razie niebezpieczeństwa zaatakować lecz wampir nagle zawrócił znikając z zasięgu mojego wzroku. Uniosłem się z powrotem na 4 łapy, nie byłem pewny co należało zrobić. Powinienem odnaleźć Sama i opowiedzieć o nieproszonym gościu. Sam był przywódcą naszego stada, był Alphą, żaden z nas nie mógł mu się sprzeciwiać. Z drugiej strony może należało się z tym udać do Cullenów. Jedno było pewne nieznajomy mógł okazać się niebezpiecznym krwiopijcą, który przybył tylko po to aby pożywić się ludzką krwią a na to nie możemy pozwolić. Naszym zadaniem jest chronienie bezbronnych mieszkańców przed tymi potworami. Ich zapach za każdym razem przyprawiał mnie o mdłości. Powróciłem do swojej normalnej postaci dopiero tuż przed Ich willą. Poprawiłem koszulkę i zapukałem do drzwi, po chwili przede mną stanęła Bella. Wszedłem za nią do środka a dziewczyna zwołała domowników.
- Jeden z waszych kręcił się dzisiaj po naszym terytorium - warknąłem obserwując ich twarze po kolei
- To niemożliwe, nigdy nie złamalibyśmy zawartego paktu Jacob - Carlisle oparł dłonie o brązową komodę... - Jak on wyglądał - spytał po chwili
- Zwyczajny starzec gdyby nie ten smród to przysiągłbym, że jest normalnym człowiekiem - skrzywiłem się
- Asema - wyszeptała Esme. Carlisle widząc wyraz mojej twarzy od razu wziął się za wyjaśnienia
- Wysłali go Volturi, ma zgładzić Rosalie - zawiesił na moment głos - Dowiedzieli się, że oprócz Belli Emmett również złamał prawo. Tym razem nie potraktują tego tak łagodnie. Asema wygląda za dnia zazwyczaj jak stara kobieta bądź mężczyzna, nocą zaś pozostawia swoją skórę i przybiera postać świetlnej kuli przemierzającą niebo w poszukiwaniu śpiących ofiar. Jak już takową znajdzie wysysa z niej całą krew. - Czułem jak żołądek podchodzi mi do gardła to było obrzydliwe
- Jest w ogóle jakiś sposób obrony przed tym czymś, dopóki nie znajdziemy sposobu jak go zgładzić - wtrącił się Emmett obejmujący przez cały czas tą swoją blondi
- Wszystko co możemy zrobić to karmić Rosalie czosnkiem oraz ziołami to sprawi, że jej krew stanie się gorzka. To go odstraszy
- Mogę wam jakoś pomóc - odparłem krzyżując dłonie na piersiach.
- A co piesku tak nagle zależy ci na moim życiu - prychnęła dziewczyna
- Rose zamknij się - syknął Edward - Każda pomoc będzie potrzeba zwłaszcza, że na Tobie może nie poprzestać.
- Edward ma rację - przyznał Carlisle - tylko co na to Sam
- Tu chodzi o bezpieczeństwo mieszkańców więc na pewno się zgodzi.
Siedziałem na ganku, lepiej było nie wracać do rezerwatu w końcu ten demon atakuje tylko nocą. Rozprostowałem i ułożyłem nogi wygodnie na barierce, moje spojrzenie powędrowało w górę. Niebo było pokryte milionem gwiazd. Kiedyś razem z Bellą co wieczór leżeliśmy na wielkiej polanie obserwując ich blask oraz rozmawiając jak mogłaby wyglądać nasza wspólna przyszłość. Te dni już dawno minęły należało się z tym pogodzić lecz jak to mówią - serce nie sługa. . Przymknąłem powieki a delikatny zefirek owiewał moją twarz. Kochałem to uczucie.
- Pomyślałam, że może jesteś głodny - usłyszałem cichy szept należący do blondynki
- Od kiedy jesteś taka miła dla kundla
- A od kiedy kundel naraża życie dla wroga - podała mi talerz z ciepłymi Hot-Dogami. Zajęła miejsce na krześle obok. Była spięta, wyczuwałem to. Splecione dłonie położyła na kolanach.
- Dlaczego tak bardzo pragniesz zostać jedną z wampirów - spytałem w końcu po dłuższej chwili milczenia
- Kocham Emmetta - odparła krótko jednakże bez przekonania. Kątem oka dostrzegłem, że jest jakaś nieobecna coś było nie tak ale to nie była moja sprawa. Wzruszyłem ramionami dokańczając posiłek.
To był zwyczajny wieczór niczym nie wyróżniający się od poprzednich... niczym z wyjątkiem jednej rzeczy. To właśnie tej nocy dwóch wrogów połączyła niewidzialna nić ... nić sympatii.